MOJA HISTORIA

Od zawsze też wiedziałam że przyszłam tu dzielić się miłościa z innymi. Już jako mała dziewczynka mówiłam mamie: przyszłam tu by zmieniać świat, mam w sercu piosenkę do przekazania, po czym dodawałam – każdy z nas ją ma. Jednak nawet ona, nie brała mnie na poważnie. W młodych latach byłam świadkiem ogromnej przemocy wobec siebie i moich bliskich i nawet wtedy siadałam z mamą i opowiadałam jej o tym, jak źródłem przemocy jest głębokie zapomnienie tego kim tak naprawdę jesteśmy. Ona zawsze patrzyła na mnie z uśmiechem i mówiła że moja naiwność jest bardzo słodka i wzruszająca. Nie wiedziałam wtedy jeszcze jak, gdzie i kiedy, jednak wiedziałam że nie spocznę dopóki nie podzielę się swoją piosenką ze światem i zachęcę innych do tego by zrobili to samo. Jednak jak wiecie, życie jest jak ocean, niekiedy bardzo spokojne a niekiedy sprośnie burzliwe. Więc i ja zostałam porwana przez falę głębokiego zapomnienia na wiele, wiele lat. Zaczęłam sobie na nowo przypominać gdy moje ciało doświadczyło poważnej choroby, dopiero wtedy zaczęłam powoli zatrzymywać się z biegu życia i właśnie wtedy zaczęłam coraz bardziej słyszeć stłamszony latami przeze mnie głos. Każdy ma na ten głos swoją nazwę – wewnętrzne dziecko, głos serca, głos intuicji, DUSZA. Jako że ja byłam na tamten moment studentem psychologii i neuronauki, zabieganą w zgiełku nowojorskiego życia kobietą, która próbowała coś osiągnąć, jedyna nazwa na jaką mogłam się odważyć było- wewnętrzne dziecko. Dziś ten głos z odwagą w sercu nazywam- DUSZĄ, która w dodatku ma swoje imię – Maya. W 2012 miałam poważny wypadek na skuterze i wszyscy świadkowie łącznie z policja, strażą pożarną i lekarzami uznali że cudem jest nie tylko to, że go przeżyłam jak to że nic ale to nic mi się nie stało. Kilka siniaków, lekki wstrząs mózgu i pęknięte żebro, nic więcej.

Jednak było tam jeszcze coś więcej, a nawet o wiele więcej. Przez kolejne 5 dni po wypadku byłam przykuta do łóżka, nie spałam, nie jadłam, ból ograniczył ruch i sparaliżował mi ciało i tym samym jakąkolwiek ucieczkę od głosu ukrytego w mojej szafie, głosu mojej DUSZY. Pierwsze co zrozumiałam to to, że biorąc pod uwagę wszelakie prawa fizyki, nie powinnam tu być. Poczułam całą sobą, że dostałam szansę, poczułam jak wiotkie jest życie, jak zwiewne jest nasze istnienie. Poczułam ogromną wdzięczność za bycie, za oddech ofiarowany mi w każdym momencie mojego istnienia, który przepływał przeze mnie bez jakiegokolwiek wysiłku. Mój umysł wpadł w ciszę nigdy wcześniej niedostępną dla umysłu. A z tej ciszy wypłynęły słowa: 

TY NIE JESTEŚ PROBLEMEM DO NAPRAWIENIA, TY JESTEŚ CUDEM DO ODKRYCIA.

I zaraz po tym wypłynęły łzy wzruszenia, zrozumienia tego jak niesamowite jest moje, nasze istnienie tutaj. Jakim darem jest oddech, bycie i serca naszego bicie. Do dziś nie znalazłam słów które mogłyby opisać te doświadczenie jednak od tamtego momentu nic już nie było takie samo.  Spakowałam się i wyjechałam w świat z tą “PROSTĄ” wiadomością do przekazania : TY NIE JESTEŚ PROBLEMEM DO NAPRAWIENIA TY JESTEŚ CUDEM DO ODKRYCIA. Nie ustałam nawet na chwilę, robię wykłady, udzielam sesji indywidualnych, piszę, maluję, kręcę filmy na YouTube, zawsze z jedną i tą samą intencją MIŁOŚCI i tak już będzie do mojego ostatniego oddechu….”

BIO

Ewelina Stępnicka studiowała psychologię i neuronaukę na Queens College w Nowym Jorku. Mieszkając w Nowym Jorku pracowała w klinice psychiatrycznej specjalizując się w terapiach grupowych. Spędziła 3 lata w laboratorium neuronauki szukając leku na epilepsję dla dzieci z autyzmem. W 2010 roku ciężka choroba oraz wypadek spowodowały, że otworzyła się na bardziej alternatywne metody leczenia. Na dziś dzień w pracy z ludźmi łączy każdy aspekt naszego istnienia: psychiczny, mentalny oraz duchowy. Przez ostatnie 5 lat  Ewelina podróżuje po Stanach Zjednoczonych oraz Europie pracując indywidualnie oraz wirtualnie jako terapeuta oraz motywacyjny speaker.